Co pokazał korowaj? O zwyczajach związanych z korowajem

Kiedy w Studenckim Naukowym Kole Etnolingwistów UMCS powstał projekt „Pieczywo obrzędowe Lubelszczyzny”, postanowiliśmy w poszukiwaniu wiedzy udać się na Podlasie.

Odwiedziliśmy IV Festiwal Korowaja Mielnickiego, który odbył się 1 maja 2010 roku [1] Punktem kulminacyjnym naszej wyprawy była wizyta w przygranicznej wiosce Wilanowa. W starej, wyłożonej ręcznie zrobionymi dywanikami i szczelnie obklejonej ikonami chatce, pod czujnym okiem pani Marii Szyszko [2] uczestniczyliśmy w niecodziennym szkoleniu – wypiekaniu korowaja [3].

Korowaj jest obrzędowym ciastem charakterystycznym dla wschodnich rejonów Polski, a także dla Ukrainy i Białorusi, gdzie zwyczaj jego wypiekania jest kultywowany. Na Podlasiu był pieczony na Zwiastowanie, 7 kwietnia oraz w dniu św. Jerzego, przypadającym na 6 maja. Na Zwiastowanie NMP piekło się tzw. busowe łapy, wkładane później do bocianiego gniazda. Natomiast korowaj, który wypiekano na dzień św. Jerzego, taczano po polu, aby zapewnić obfite plony. Bez tego ciasta nie mogło się odbyć żadne wesele, ponieważ ma ono związek z płodnością, wegetacją, bogactwem i szczęściem. Nie dziwi więc, że jest też nazwane chlebem weselnym.

Korowaj na Podlasiu zanany jest od dawna: korowaj w naszych kierunkach z wieków przedwieków; wszędzie beł korowaj i u nas bel korowaj, a skond się teraz senki wzieli, to ja nie wiem [MSz]. Ignacy Kraszewski, który dzieciństwo spędził w okolicznych wioskach, na kartach Starej baśni wspomina o rytuale jego wypiekania. Do wypieku potrzebowano mąki w najlepszym gatunku: pierwszy gatunek mąki [WT], siedem miarek mąki jak śnieg białej[4], zazwyczaj pszennej (choć biedniejsi gospodarze używali też i żytniej), wody (dziewczęta […] lały wodę kryniczną) [5], mleka, masła i jajek: dużo żóltek sie dawalo, żeby to byl żólciutki [WT].

Pieczeniu weselnego chleba towarzyszył śpiew: mlodsze kobiety zamężne, które wypiekaly po prostu ten korowaj z przyśpiewkami, śpiewali wszystko, takie o [WT]. Na początku śpiewano pieśni religijne, później obrzędowe, związane z wypiekiem ciasta: Najpierw śpiewali święte piosenke: Tebe ja mater preswiataja… Całej nie, pare słów zaspiewali […] my spiewali, pierwsze, jak my spiewali jak no swacha zacznie to ciasto gnieć […]ona wygniata i ona zaczyna piosenke [MSz]. Śpiewano też o: mlodym, o mlodej, o tych, że to bendzie malżeństwo po prostu, ze bendo razem żyli, żeby im sie szczęścilo, żeby ten korowaj rós jak piersi u tej panny mlodej [WT]. Każdemu sypaniu i laniu każdemu nowa pieśń towarzyszyła, co je tłumaczyła. W takt potem pieśni białymi rękami ciasto ugniatały niewiasty śmiejąc się i żartując z narzeczonej […] [6].

Podczas pieczenia korowajnicom musi dopisywać dobry humor, problemy dnia codziennego nie powinny zaprzątać ich myśli: musi być spokój, nie może być nerwowej atmosfery […], musi być idealnie, taka sielanka i wtedy te ciasto idealnie rośnie [LS]. Z połączenia tych składników i śpiewu powstawało duże, okrągłe ciasto. Niektórzy informatorzy zapytani, skąd pochodzi nazwa korowaj, kojarząc ją ze słowem koło, odpowiadali, że ciasto musi być okrągłe.

Nie każdy mógł upiec korowaja. Mężczyźni nie byli dopuszczeni do pieczenia, a bo to taka babska robota, podsumowała w rozmowie z nami pani Maria [MSz].

Chleb weselny piekły zamężne kobiety: ciasto ugniatały niewiasty[7]. Jak opowiadała jedna z informatorek: To musialy być zamężne kobiety [WT]) zwane korowajnicami, panny mogły pomagać tylko przy robieniu ozdób: każdy staral się coś zrobić, żeby beło pieknie [MSz]. Za pieczenie korowaja nie wypadało brać pieniędzy: na wesele to nie, bo to wszystko weselne [MSz], była to sprawa honorowa: byl po prostu taki honor, że sie zapraszalo już takie kobiety, to im bylo no po prostu honorowo, że to pójść przed weselem, no, jak to we wsi prawie wszyscy swoi [WT].

Ciasto na naszego korowaja zagniotła gospodyni. Do miski wsypała mąkę: i bendziem miesić, tu monka o, […] tu trocha porzuce monki na te gonski, na to wszystko, musowo na twardo to ciasto zrobić, bo ta ptaszka będzie o, kłaniać się. Teraz ide po drożdze, po jajka, po margaryne, wylewać tu wszystko, dodawać, zaraz soli, o, cukru, olejki [MSz], później dodała cukier, margarynę i mleko, sól, cukier, olejek zapachowy. Korowaja zagniata się bardzo długo: bez trudu nie ma nic, […] jego trzeba bardzo dlugo miesić, żeby wymiesil się [MSz].

Całość podzieliła na dwie części – jedną z nich pani Maria ułożyła w formie, aby rosła, drugą – otrzymali studenci, z której mieli ulepić ozdoby mające powędrować na wierzch ciasta: dam wam kawałek ciasta, będziecie miesić, a korowaj niech rośnie, wtenczas kwiatek narobicie [MSz].

Wśród wzorów ozdób, które lepiłyśmy, znalazły się ptaszki (zwane gąskami, huskami lub żeworonkami z ros. ‚skowronki’), symbolizujące, według pani Marii, rodzinę, potomstwo: ptaszki bo dlatego, że przy sloneczku wszystko, wszystko lata, wszystko chodzi i musi być cztery ptaszki […] jedna grubsza, z głową, i to już tak, jakby rodzina tu siedzi, dookoła slonka posadzona [MSz]. Korowaj był wszak ciastem, mającym zapewnić płodność. Na weselnym chlebie znalazły się kaczuszki, koguciki, szyszki, kwiatki, listki, warkocze: korowaj […] na którym spleciona kosa panny młodej siedziała [8], płotki i kłosy zbóż: kłosy to bogactwo, żeby im nie zabrakło chleba w życiu [LS].

Pani Maria ulepiła słońce i księżyc, symbole kosmosu, które umieściła na środku ciasta: a to sloneczko i księżyc to juz dla młodych wykroją, dla mlodych oddadzą, to juz mlodych porcja byla, slonko i księżyc tylko, przeznaczona [MSz]. Na weselnym chlebie mogłyby się jeszcze znaleźć zielone gałązki: pozatykane gałązki zielone[9], np. barwinku, wiecznie zielonej rośliny, symbolu drzewa życia.

Kraszewski na kartach Starej baśni tak tłumaczy symbolikę ozdób: Wszystko to były godła dziewictwa, młodości, wesela, które się z tym dniem ofiary kończyło, a poczynało od niego życie trudu, łez i pracy, które jedna miłość miała osłodzić [10].

Kiedy my lepiłyśmy ozdoby, pani Maria położyła ciasto na plice, żeby ono grzało się i schodzilo [MSz]. Gdy ptaszki i kwiatki były już gotowe a korowaj zszedł, gospodyni posmarowała wierzch ciasta jajkiem: smaruje, smaruje, bo zaraz będziemy na niego walić kwiatki [MSz]. Ozdoby układała pani Maria. Zaczęła od słońca i księżyca, później ułożyła ptaszki, kolejno kwiatki, listki, warkocze… Układając ozdoby, zachęcała nas do śpiewu, bo przecież prawdziwemu wypiekaniu weselnego ciasta towarzyszył śpiew. My jednak nie znałyśmy (jeszcze) pieśni korowajowych, więc gospodyni, aby uczynić zadość tradycji, zaśpiewała sama.

Korowaja piekliśmy tradycyjnie, w chlebowym piecu. Przed włożeniem go do pieca, pani Maria uczyniła znak krzyża i przeżegnała się: w imie Occa, Syna, Światowo ducha. Amin. Upiec się dokladnie. Każde, czy ja chleb sadzila w piec, to ja musze przeżegnać piec [MSz].

Gdy korowaj rumienił się w piecu, gospodyni opowiadała o weselnym cieście. Piekło się je wcześniej: trzy dni wesele, to juz piecze sie korowaj w sobote [Msz], wypiekało się kilka korowajów. Z pewnością robiono co najmniej dwa ciasta – jedno w domu panny młodej, drugie – w domu pana młodego. U bogatych gospodarzy pieczono ich więcej: Na każdym stole korowaj stal. Bo nawet, którzy szli na wesele, to jeszcze z domu brali korowaja [WT].

Na weselu obrzędowym ciastem byli obdarowywani wszyscy goście. Zazwyczaj dzielenie korowaja miało miejsce po oczepinach. Weselny chleb kroił nożem przepasany ręcznikiem drużba: i musi swat, już swata ręcznik przywiązany, taki wyszyty, już młoda musi wyszyć ten ręcznik dla swata tego i już jemu przywiązują [MSz]. Dzieleniu korowaja towarzyszyło uderzanie wałkiem w belkę i zwoływanie wszystkich gości: i wtedy swat dzielił, bierze wałek taki i po belkach stuka, juz wywołuje, ojca wywołuje najpierw, matke, później bracia, siostry, najpierw rodzine do tego korowaja [MSz].

Ciasto rozdawano przybyłym, zachowując pewną kolejność. Pierwsi otrzymywali je państwo młodzi, rodzice, rodzice chrzestni i pozostali goście. Goście otrzymywali też po kawałeczku korowaja do domu, żeby poczęstowali nim domowników: bo już po weselu, jak rozchodzi się weselje, to każdemu krojo po kawalku do domu, bo tam dzieci w domu czekajo tego korowaja [WN].

Dzieci dostawały tzw. korowajczyki, małe korowaje, figurki ptaszków, szyszek, listków, podobne do tych, które zdobiły wierzch ciasta. Korowajczyk otrzymywał także drużba: i ta dróżka musiała spiec korowajczyk, musiala miec, musiała spiec dla drużbanta, dla siebie. Małe korowajczyki dostawali także przyglądający się przejazdowi mieszkańcy wsi, którzy niebędąc gośćmi weselnymi, robili tzw. stójki (bramy, gdzie oczekiwali zapłaty za przejazd). Jak wspominała pani Maria: a takie, o, malutkie, o, to dla stójki, bo do stójki dzieci poprzychodzą […] bo to dla tych dzieci [MSz].

Korowaj piekł się około godziny, żeby sprawdzić, czy weselny chleb jest już gotowy gospodyni kilka razy popukała w korowaja. Jedna z pań, z którą wcześniej rozmawiałyśmy, instruowała nas: jak on beńdzie pukal tak, odglos beńdzie dawal, to znaczy jest upieczony, jak beńdzie niedopieczony, to on beńdzie taki bez odglosu żadnego [WT]. Po wyjęciu z pieca pani Maria położyła ciasto na białą serwetę.

Nasz korowaj był piękny… A jego wygląd zawsze miał bogate znaczenie symboliczne. Korowaj pokazał…, wielokrotnie powtarzała pani Maria [MSz]. Ten weselny chleb jest wróżbą – decydując się na korowaja, młodzi zgadzają się poznać swoją przyszłość. Mówi się, że jeżeli małżeństwo będzie nieudane, ciasto pęknie: przesądzona w życiu para i ta para rozejdzie się [MSz]; jak ten korowaj urośnie niepęknięty, to oznaczalo, że dobre życie mlodej parze bendzie. No jak pęknie, no to jakby nie za bardzo [WT]; pęknie to juz takie życie pęknięte; od korowaja do życia [MSz].

[1] Podczas festiwalu przeprowadziliśmy rozmowy z kobietami kultywującymi tradycję wypieku korowaja. Nasze informatorki to:

[WT] Walentyna Troc, ur. 1953, Szczerniew, zam. Bielsk Podlaski
[WN] Wiera Niczyporuk, ur. 1940, Malinniki-Kolonia, zam. Malinniki-Kolonia
[MSz] Maria Szyszko, ur. 1930, Tymianka, zam. Wilanowa
[LS] Ludmiła Stawska
[2] Maria Szyszko – ur. W 1930r. w Tymiance, obecnie mieszkająca w Wilanowej

[3] W wypiekaniu korowaja podczas majowego weekendu uczestniczyli członkowie Studenckiego Naukowego Koła Etnolingwistów działające w Instytucie Filologii Polskiej UMCS w Lublinie wraz z opiekunką koła, dr Joanną Szadurą i studentami z Kolegium UMCS w Białej Podlaskiej z opiekunką, dr Martą Nowosad-Bakalarczyk.

[4] I. Kraszewski, Stara baśń, Warszawa 1969, s. 326.

[5] Tamże, s. 326.

[6] Tamże, s. 326.

[7] Tamże, s. 326.

[8] Tamże, s. 326.

[9]Tamże, s. 326.

[10] Tamże, s. 326.
Olga Kielak (Tarasiuk)

Artukuł został opublikowany na stronie www.kulturaludowa.pl (http://www.kulturaludowa.pl/widok/219/1672)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *